środa, 16 października 2019

Biblioteka Malucha #13 Księżniczka Jula, Smok i Rycerze Niedorajdy

Patrząc na okładkę tej książki, można się bardzo pomylić. No bo przecież zdobiący oprawę intensywny róż i nawet sam tytuł wskazują na porządną książkę dla dziewczynek. Po zagłębieniu się jednak w treść książki, okazuje się, że mamy w rękach udaną opowieść zarówno dla dziewcząt jak i chłopców ba! Zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, bo nieźle się że Ślubnym uśmialiśmy, czytając Bąblowi Księżniczkę Julę. 

O czym jest historia? O księżniczce. O smoku. O dzielnych (?) rycerzach. I o tym, że pozory mylą i że nie można tkwić w stereotypowych przekonaniach. 

Książkę czyta się dobrze. Wiersz jest zgrabny i zabawny, aczkolwiek zdarzają się miejsca, gdzie ucieka rytm (chciałabym zobaczyć, jak wygląda to w oryginale). Szata graficzna zabawna i estetyczna - postaci sprawiają wrażenie żywcem wyciągniętych z jakiejś kreskówki. Gwarantuję Wam, że Wasze pociechy pokochają Julę. A może i zrobią to dorośli?


Tytuł: Księżniczka Jula, Smok i Rycerze Niedorajdy
Autor: Steven Lenton
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Cena: od 9,90zł (https://www.ceneo.pl/44076463, my kupiliśmy w hurtowni książek za 5zł)






Share:
Continue Reading →

Idę do przedszkola! #3 Wyprawka plastyczna

Ktoś kiedyś mi powiedział, że nauka w przedszkolu jest bezpłatna i że płaci się tam jedynie za wyżywienie. Podobno całą resztę ma zapewnić placówka. No niestety w państwowych przedszkolach tak różowo nie jest i na jednym z zebrań rodziców dostaliśmy spis rzeczy, jakie dziecko obowiązkowo musi posiadać. Lista do najkrótszych nie należy, a jak się potem okazało, do najtańszych też nie. Tak więc oficjalnie dołączyliśmy ze Ślubnym do elitarnego grona osób, zaznajomionych z filozofią "płacz i płać". To, co widzicie na zdjęciach to tylko część Bąblowej, artystycznej wyprawki, a cena z paragonu (która jest niska, gdyż zakupów nie robiliśmy w specjalistycznych sklepach artystycznych, a w zwykłym hipermarkecie) wcale nie jest ceną ostateczną. Cóż, witaj, rodzicielstwo :)


A w co będziecie musieli zaopatrzyć swoje pociechy? Może nie we wszystkich przedszkolach listy będą identyczne. Może znajdą się przedszkola, które same zapewnią Waszym dzieciom niezbędne przybory. Jeśli jednak trafiliście na takie przedszkole, jak my, to miejcie świadomość, że w wyprawce dziecięcia, powinny znaleźć się:

1. Kredki Bambino
2. Klej
3. Blok rysunkowy miękki i techniczny w dwóch formatach A3 i A4
4. Blok z kolorowymi kartkami w dwóch formatach A3 i A4
5. Pędzelki mały i większy
6. Papier do drukarki
7. Plastelina
8. Teczka na prace Waszej pociechy

Czekam jeszcze tylko na dzień, kiedy trzeba będzie donieść jakieś bibułki, farbki, nożyczki itp. Lista pozycji niewykorzystanych wciąż jest długa :)











Share:
Continue Reading →

poniedziałek, 9 września 2019

Idę do przedszkola! #2 Wybieramy kapcie

Jednym z ważniejszych elementów przedszkolnej wyprawki są kapcie. I nie wiem jak Wy, ale ja miałam ogromny dylemat, które kapciuchy wybrać. Na rynku jest bowiem sporo mniej lub bardziej znanych firm oferujących obuwie dla naszych pociech, ale nie każde jest warte uwagi. I znów, tak jak w przypadku sposobu na podpisanie ubrań dziecka, sięgnęłam porady w internetowych czeluściach. Przeszukałam różnorakie fora i blogi. Zapoznałam się z ofertą kilku sklepów. Ostatecznie wybrałam kilka kapciuchów sygnowanych logo firmy, spełniającej moje wymogi, a potem pokazałam je Bąblowi, który z kolei dokonał ostatecznego wyboru. Jakby nie patrzeć, to przecież on będzie w tych kapciach chadzał, prawda? :)


To, żeby moje dziecko chodziło w dobrym obuwie jest dla mnie bardzo ważne. I nie, mówiąc o dobrym obuwiu, nie mam na myśli markowych butów z logo Adidasa czy Nike. Dla mnie dobre obuwie dla mojego dziecka to takie, które przede wszystkim posiada certyfikat Zdrowa Stopa. Nie musi być drogie. Nie musi mieć słynnych trzech pasków z boku. Musi być po prostu "zdrowe".

Kapcie dla Bąbla ostatecznie zostały zakupione przez allegro, bo, uwierzcie lub nie, w mojej okolicy brak sklepów, w których mogłabym znaleźć obuwie opatrzone znaczkiem żółtej, uśmiechniętej stópki. Jest jeden, Bartkowy, ale nie chciałam ograniczać się do jednej marki, kiedy wiem, że jest ich więcej. Wybór padł więc na allegro. Po wklepaniu wszystkich interesujących mnie parametrów typu długość wkładki czy zapięcie na rzep, pojawiły się tysiące wyników. Jednak zaznaczenie punktu "posiada certyfikat Zdrowej Stopy" zmniejszyło ten wynik o grubo ponad połowę. (Tu nasuwa mi się taka luźna myśl - ile jest butów, które potencjalnie mają wpływ na nieprawidłowe kształtowanie się stopy naszych dzieci...) A co co w wynikach? Z racji tego, że od zawsze wybieram buty z certyfikatem, niespodzianki nie było. Kornecki, Bartek, Befado czy Danielki. Z lekkim smutkiem przyjęłam do wiadomości fakt nieobecności w zestawieniu Attipasów, bo podobają mi się one jak mało które. Poza tym - żadnych Adidasów czy innych Nike'ów. Czy mi z tego powodu przykro? Nie. Wybieram z tego, co mam.

I w tym miejscu powiem Wam, że ten wybór wcale nie był wielkim wyborem. Owszem, pojawiały się tu i ówdzie jakieś Bartki czy Korneckie, jednak główny wybór był pomiędzy Befado, a... Befado. Tak, bo właśnie Befado dominuje w kategorii kapci ze znakiem Zdrowa Stopa. No więc wybrałam kilka kapciuchów Befado, a z tych kilku Bąbel wybrał te, w których właśnie siedzi w przedszkolu.

A co Wam o tych kapciach mogę powiedzieć? Ano to, że nie są brzydkie. Mają zapięcie na rozciągliwego rzepa, dzięki czemu Bąbel nie ma wcale problemów, żeby kapciuchy zdjąć czy założyć. Nie poci mu się w nich nóżka, są wygodne i... I na ten moment chyba tyle. Jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby mówić o ich wytrzymałości, bo minął dopiero tydzień przedszkola. A chyba żadne buty nie rozpadają się w tydzień :)











Share:
Continue Reading →

czwartek, 29 sierpnia 2019

Idę do przedszkola! #1 Jak podpisać rzeczy dziecka

Od września Bąbel zawita w przedszkolne progi. Nie wiem, kto bardziej przeżywa ten fakt - ja, Ślubny, dziadkowie i babcie czy może sam Bąbel. Ja wiem, że moment ten spędza mi sen z powiek. Po części dręczy mnie myśl - jak to się stało, że Bąbel za moment będzie przedszkolakiem? Kiedy zleciał ten czas i dlaczego tak szybko? Po części natomiast zadręczam się problemami pokroju - czy kupiliśmy mu już wszystko? A jak okaże się, że tej koszulki nie będzie w stanie sam założyć? A jak nie zapamięta, które rzeczy są jego?

W przeprzedszkolnej gorączce pojawiło się także pytanie: jak podpisać rzeczy Bąbla?
Na jednym ze spotkań organizacyjnych w przedszkolu, do którego będzie uczęszczał Bąbel, dostaliśmy ze Ślubnym plik kartek do wypełnienia, a wśród nich wykaz rzeczy, które każdy przedszkolak musi posiadać. Zapoznaliśmy się z tym wykazem pobieżnie, bo przecież dopiero czerwiec i jeszcze kupa czasu, rzuciliśmy go gdzieś w kąt i o nim, w natłoku innych obowiązków i codziennych problemów... zapomnieliśmy. Gdzieś w połowie wakacji spis z wyprawką przedszkolaka jeszcze wpadł nam w ręce, ale znów odłożyliśmy go na bok, bo dopiero lipiec i jeszcze kupa czasu

Nadszedł jednak sierpień i gdzieś w okolicach długiego sierpniowego weekendu obudziliśmy się, że w zasadzie zostały tylko dwa tygodnie, kiedy nasz maluch przekroczy przedszkolną furtkę, a my zaopatrzyliśmy go w wielkie, soczyste... NIC! 

No i zaczęliśmy wyścig z czasem, którego szczegółów już oszczędzę :)

Kiedy już odhaczyliśmy ostatnią pozycję z wyprawkowej listy Bąbla, skupiłam się na punktach, w których wyraźnie było napisane "podpisane". I tu pojawił się problem - jak to wszystko podpisać? Moja i Ślubnego mama po prostu dziergały nasze imiona, albo inicjały na ubraniach, a na rzeczy, na których wydziergać nic się nie dało, naklejały plastry i już. Banał, prawda? Jak one potrafiły, to ja też dam radę.

No właśnie nie. Banalne to nie było. Może i nasze mamy potrafiły władać nitką i igłą, ale dla nas jest to sztuka tak tajemna, że wydzierganie chociażby jednej litery imienia Bąbla było misją niewykonalną. A co dopiero wyszycie jego całego imienia i nazwiska (!)... I jeszcze jakiegoś symbolu, żeby wiedział, że to na pewno jego... I jeszcze powtórzenie tego na miliardzie ubrań, kocykach czy workach... Spędziłabym na tym chyba resztę sierpnia, a i tak nie wiem, czy dałabym radę. No i jak by to wyglądało? Na pewno niezbyt ładnie.

Zapytałam więc wujka Google'a, co on na to w temacie podpisywania dziecięcych rzeczy, a po zrobieniu małego researchu, wiem, że podpisywanie elementów wyprawki wcale nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać, i że wiele osób ma z tym problem, tak, jak ja. Ale do rzeczy, jak można oznaczyć te rzeczy? Kubeczek i szczoteczkę do zębów podpiszę po prostu markerem permanentnym, ale ubrania? Jaki mam wybór?

1. Wyszywanie
Stary, sprawdzony sposób. Z powodzeniem stosowany przez nasze mamy. Na pewno trwały, bo nitka nijak się nie spierze. No, chyba że jest beznadziejnie przyszyta. Wtedy ma do tego wszelkie prawo.

2. Plaster z podpisem
Zdecydowanie łatwiejszy sposób od tego powyżej, ale też mocno kontrowersyjny z racji braku walorów estetycznych. Taki plaster bowiem szybko się brudzi, tusz długopisu spiera i, summa summarum, po dość krótkim czasie etap podpisywania trzeba powtórzyć. Problem może się także pojawić w przypadku chęci pozbycia się takiego oznaczenia, ponieważ plaster może pozostawić po sobie warstwę kleju.

3. Podpisanie markerem
Rzecz prosta. Pojawia się jednak problem w postaci możliwego przebijania markera. Kiedyś nieopatrznie kupiłam Bąblowi śliczną koszulkę w jednym z second handów. Niestety dopiero w domu zauważyłam, że pochodziła prawdopodobnie z przedszkolnej wyprawki, ponieważ była podpisana, a marker miejscami przebijał na drugą stronę. No właśnie - kolejny minus tej metody - marker się nie spierze, więc ewentualna odsprzedaż ubrań nie wchodzi w grę.

4. Specjalne imienniki
Rynek nie jest obojętny na potrzeby rodziców przedszkolaków i wychodzi im na przeciw, oferując specjalne naprasowanki. Naprasowanki są ładne, a wprasowane w ubranie wyglądają wyjątkowo estetycznie. Takie naprasowanki zawierają drukowane imię i nazwisko dziecka oraz jakiś symbol, żeby dziecku łatwiej było rozpoznać swoje ubranka. Imienniki dostępne są w różnych wersjach i, w zależności od tego, jaką wybierzemy, różnią się ceną.

Najdroższe są imienniki haftowane. Na ich przygotowanie potrzeba też najwięcej czasu - okres oczekiwania na takie imienniki to ok. 1 miesiąc. Tańsze są jeszcze imienniki drukowane. Niestety tutaj też czas oczekiwania jest czasem wydłużony (a na pewno w okresie wakacyjnym, kiedy zbliża się wyprawkowy deadline), a i samo rozwiązanie, jeśli zakupione na oficjalnych stronach, do najtańszych nie należy.

5. Naprasowanki
Zawsze można oznaczyć ubrania zwykłą naprasowanką, na której potem wypisujemy imię i nazwisko dziecka. Metoda prosta. Wzorów naprasowanek całe multum i tylko to nieszczęsne ręczne wypisywanie. Chyba że ktoś posiada piękny charakter pisma, to wtedy problemu nie ma.

6. Inne
Znalazłam jeszcze inne pomysły na znakowanie ubrań, m.in. za pomocą papieru transferowego, jednak wydały mi się one wyjątkowo czasochłonne i nie byłam pewna jakości końcowego efektu i jego trwałości.

Na co się ostatecznie zdecydowałam? Cóż. Spóźnialscy tracą. I tu niewątpliwie dało się to odczuć. Odpadły bowiem opcje z drukowanymi naprasowankami z racji długiego okresu oczekiwania na zamówienie. Mogłam się jeszcze pokusić o znalezienie tańszego zamiennika na portalu allegro, ale niestety tutaj z czasem wychodziło na styk, a ja na styk zamawiać czegoś nie lubię. Poza tym kompletna i podpisana wyprawka miała się znaleźć w przedszkolu już  w ostatnich dniach sierpnia,  a to dodatkowo skracało czas, jaki nam pozostał. Opcja allegro zatem odpadła. Wyszywanie i haftowanie to nie moja działka. Nie mam do tego zupełnie zdolności. Została więc pobliska pasmanteria i tasiemka do naprasowywania za jakieś 12 zł za 3 metry. W zestawie z długopisem.

Kupiłam. Podpisałam. Taśmy jeszcze zostało jeszcze bardzo dużo. Pierwsze pranie ubrania miały już za sobą i na razie jest ok - tzn. taśma się nie odkleja, a tusz długopisu nie spiera. Zobaczymy, jak z ego trwałością z biegiem czasu i większą ilością prań. Wygląda to może nie najpiękniej, ale na chwilę obecną musi wystarczyć.

A jutro idziemy do przedszkola zdeponować naszą wyprawkę. Uff! Zdążyliśmy! :)  
Share:
Continue Reading →

czwartek, 1 sierpnia 2019

Biblioteka malucha #12 Podróż na jednej nodze

Podróż na jednej nodze to u nas ostatnimi czasy książka numer 1. Bąbel czyta ją, a raczej - karze ją sobie czytać, codziennie po kilka razy dziennie. Oboje że Ślubnym mamy tej książki już serdecznie dość. Ale niestety. Bąbel zapałał do niej miłością bezgraniczną.


Podróż na jednej nodze to historia ślimaka, który udaje się na imprezę imieninową do swojej ciotki. Jest tu jednak mały problem, bowiem zaproszenie na wspomniane imieniny, ślimak Jaś dostaje nie rok, nie pół roku przed imprezą, a... zaledwie dzień wcześniej. Dla niezbyt szybkiego zwierzaka, który w dodatku mieszka setki kilometrów od miejsca spotkania, taka wyprawa to nie lada wyzwanie. Ślimak że swoją jedną nogą niestety nie dałby sobie rady. Musi zatem kombinować.

W tym miejscu pojawia się odpowiedź na pytanie - dlaczego akurat ta książka tak zawładnęła sercem Bąbla? Otóż ślimak, aby dostać się do cioci, korzysta z różnych form transportu. A na pewno wiecie, że dla małego chłopca pojazdy to rzecz święta. Kiedy zatem na kolejnych stronach książki pojawiają się wozy strażackie, autobusy czy pociągi, to dziecko mamy już kupione.

Mimo naszej szczerej nienawiści do tej książki, musimy jednak przyznać, że Podróż na jednej nodze nie jest złą książką. Wręcz przeciwnie. Jest to bardzo zgrabnie napisany wierszyk z powtórzeniami, które nie denerwują tak, jak w innych wierszach tego typu (chociażby w tej). Cała historia ma ręce i nogi - jest tu sensowny wstęp, rozwinięcie i zaskakujące zakończenie. Naprawdę, nam się książka podobała. A jeśli trafiła w gusta dziecięca to tym bardziej jest to pozycja warta uwagi.

Tytuł: Podróż na jednej nodze
Autor: Małgorzata Strzałkowska
Wydawnictwo: Bajka
Cena: 29,99 (okładkowa), my kupiliśmy za 5 zł (mimo ceny z kodu 7,99)






Share:
Continue Reading →

sobota, 25 maja 2019

Podróżujemy z dzieckiem. Park Dolina Wkry w Pomiechówku

Kiedy na świat przychodzi dziecko, trzeba przeorganizować wiele różnych rzeczy. Jedną z nich są podróże. Dłuższy czas, kiedy Bąbel był malutkim Bąbelkiem, nie wybieraliśmy się w jakieś dalekie wyprawy. Braliśmy pod uwagę komfort dziecka, dla którego kilka godzin w foteliku w aucie to zdecydowanie zbyt wiele. Nie oznacza to jednak, że nie podróżowaliśmy wcale. Co to, to nie! Wyjeżdżaliśmy. I to z Bąblem. Te nasze nowe podróże zdecydowanie się jednak różniły od naszych wcześniejszych wypraw. Pomijam już tutaj kwestie organizacji wyjazdu czy odpowiedniego jego zaplanowania. Przede wszystkim jednak zmieniły się miejsca, do których teraz jeździmy. 

Teraz, kiedy mamy Bąbla, patrzymy głównie na to, co jemu by się spodobało. Wniosek z tego taki, że jeździmy w miejsca, do których raczej bez małego byśmy nie pojechali. Jednym z takich miejsc, do jakich się ostatnio zapuściliśmy, jest podwarszawski Pomiechówek, a raczej park, jaki się tam znajduje.


Park Dolina Wkry w Pomiechówku okazał się być jednak miejscem idealnym nie tylko dla dziecka, ale także dla rodzica, bo w zasadzie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Dorośli odpoczną od zgiełku miasta w spokojnej okolicy, zamienią betonowy krajobraz na urokliwy zakątek położony tuż nad rzeką, a jeśli będą spragnieni wrażeń, mogą zahaczyć o park linowy. Dzieciaki z kolei... cóż... dzieciaki będą się tu mogły wyszaleć, a jednocześnie sporo nauczyć, bo nauka czyha tu na nie na każdym kroku :)

W Pomiechówku atrakcji jest dużo. Są place zabaw - dla najmłodszych, nieco starszych i najstarszych dzieci. Są parki linowe. Są urokliwe stoliki, przy których spokojnie można przysiąść, aby odpocząć i coś przekąsić. Jest podwieszony most, którym można odbyć spacer w koronach drzew, i po którym Bąbel mógłby szaleć cały dzień. Jest pełno różnorakich tablic edukacyjnych, łączących naukę z zabawą. Są też ilustracje naszej ulubionej ilustratorki - Emilii Dziubak. Całość położona nad rzeką, w lesie. Jedyne ale to brak toalet. Dorośli jakoś sobie z tym problemem poradzą, ale dzieci? Szczególnie te świeżo odpieluchowane raczej będą miały problem. My mieliśmy, bo do domu pogoniła nas po prostu pilna potrzeba siusiu.

A! Park posiada jeszcze kolekcję zwierzaków, których jednak nie dane nam było zobaczyć, bo po prostu nie były one jeszcze wystawione. Taki urok wizyty w parku poza sezonem :) Nam się tutaj mimo wszystko bardzo podobało i mamy zamiar do Pomiechówka jeszcze wrócić. Na pewno, żeby zobaczyć zwierzaki!







 















Share:
Continue Reading →